Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2014, Kwiecień1 - 0
- 2014, Marzec2 - 2
- 2013, Lipiec1 - 1
- 2013, Maj2 - 0
- 2013, Kwiecień2 - 5
- 2012, Sierpień1 - 0
- 2012, Maj2 - 1
- 2012, Marzec2 - 5
- 2012, Luty1 - 3
- 2011, Sierpień3 - 11
- 2011, Lipiec5 - 10
- 2011, Czerwiec6 - 7
- 2011, Maj1 - 1
- 2011, Kwiecień4 - 7
- 2011, Luty1 - 4
- 2011, Styczeń2 - 4
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Sierpień5 - 9
- 2010, Lipiec1 - 1
- 2010, Maj1 - 1
- 2010, Styczeń2 - 0
- 2009, Lipiec4 - 1
- DST 44.00km
- Czas 02:30
- VAVG 17.60km/h
- Temperatura 27.0°C
- Sprzęt Grand G - 100
- Aktywność Jazda na rowerze
Mielec - Korzeniów
Sobota, 4 lipca 2009 · dodano: 04.07.2009 | Komentarze 0
I tak. W ciągu roku nie jeździłem w dłuższe trasy (szkoła, dom, inne zajęcia, brak roweru, zostało tylko miasto w dużych ilościach. Dopiero na wakacjach coś zaczynam, stopniowo będę zwiększał dystans. Lokalizację pewnie uznacie za nieciekawą, wycieczkę nudną i w ogóle amatorszczyzna, porażka, z czym ty gościu tu w ogóle "wyjeżdżasz". Nic nie poradzę, każdy od czegoś zaczyna. Owszem, jeździłem i w tamtym roku i wcześniej, ale nie mam tego udokumentowanego.
Ok. Godzina 9:30, wychodzę z domu godzinę później niż planowałem, otwieram piwnicę, a tu "miła" niespodzianka. Z przodu ani grama powietrza. Dzień wcześniej rower przechodził mycie napędu myjką ciśnieniową ( na prawdę było konieczne), wymianę opon i chyba coś sknociłem z dętką. "Szybka" wymiana, połączona z kupnem dętki i o 10:30 potwór gotowy do drogi.
Jadę przez Mielec, przejeżdżam przez kładkę, po drodze zaopatrując się w przyjaznym sklepie w coś do picia. Tnę przez Podleszany i odbijam w stronę Przecławia. Teraz już tylko prosto...
Po drodze zaczyna stukać w pedałach (skutki połączenia: myjka ciśnieniowa + plastiki za 12 zł). Zatrzymuję się na krótki przegląd, nowe opony śmigają całkiem nieźle, chwila odpoczynku.
Jadę dalej, mijam Kiełków. 
Nieszczęsny podjazd do Przecławia i jestem. Zjeżdżam w stronę zamku i odbijam na Podole. Przejeżdżam, dotarłem do Korzeniowa. Poszukuję dworku. Nie znajdując, jadę dalej. Docieram do Bobrowej, przy okazji postoju oglądam Cmentarz Epidemii.( pierwszy raz coś takiego widziałem).
Zawracam do Korzeniowa, odnajduję dworek. Nieźle utrzymany, zostałbym na dłużej, ale czas goni.
Wracam tą samą trasą, wliczając ulubiony zjazd z Przecławia. Po drodze lody włoskie na rynku :)
Przyjazd do Mielca i znowu myśl, by zmienić siodełko. Potem myśl, by zmienić rower. Ech, pojechałbym na Słowację rowerem.
